Tłumacz kontra maszyna – kto zwycięży?

Żyjemy w czasach szybko rozwijających się technologii, co oczywiście nie pozostaje bez wpływu na sposób wykonywania pracy, a nawet zapotrzebowanie na daną profesję. Weźmy chociażby tłumaczy – czy w czasach internetowych translatorów ich usługi są jeszcze w ogóle potrzebne?

Od zimnej wojny do epoki Google’a

Zacznijmy jednak od paru słów wyjaśnienia. Tłumaczenie maszynowe (ang. machine Translation, MT) polega na wykorzystaniu programu do przełożenia tekstu lub mowy z jednego języka na inny przy pomocy wcześniej zdefiniowanych przez człowieka reguł. Początki rozwoju tej technologii sięgają lat pięćdziesiątych XX wieku i wiążą się z zimnowojennymi zmaganiami pomiędzy USA i Rosją. Następne czterdzieści lat były okresem rozwoju tłumaczenia automatycznego, który położył podwaliny pod przyszłą rewolucję technologiczną. Mowa tu o pojawieniu się ogólnodostępnych internetowych systemów tłumaczenia maszynowego takich jak Systran, Google Translate i wielu innych, z których zaczęto korzystać na szeroką skalę w latach dziewięćdziesiątych i w XXI wieku.

Mocne strony tłumaczenia maszynowego

Do zalet tłumaczenia maszynowego należą przede wszystkim szybkość tłumaczenia. Zawodowy tłumacz pisemny przekłada ok. 2000 słów dziennie, natomiast według danych z 2016 roku Google Translate tłumaczy dziennie 143 miliardy słów! I choć jakość otrzymanego tą drugą metodą tekstu potrafi być znacząco niższa od tekstów przetłumaczonych przez człowieka, w wielu przypadkach wymagany jest tylko ogólny sens zagadnienia. Do tego dochodzi cena tłumaczenia maszynowego, dostępnego za darmo lub za ułamek ceny tłumacza. Same plusy? Nie do końca.

Bariera świadomości

W zasadzie można spierać się, czy czynność wykonywaną przez program do tłumaczenia maszynowego można nazwać tłumaczeniem, ponieważ maszyna nie myśli ani nie rozumie tłumaczonych tekstów. Działanie translatorów jest wciąż usprawniane poprzez wykorzystanie rozległych wielojęzycznych korpusów i sieci neuronowych, ale w dalszym ciągu popełniają błędy wynikające z tej podstawowej przeszkody, jaką jest niezdolność do podejmowania autonomicznych decyzji i brak samoświadomości. W rezultacie tekst przetłumaczony maszynowo prawie zawsze wymaga poprawek, a często ponownego tłumaczenia z powodu zbytniej dosłowności w przekładzie, kalek czy też błędów wynikających z wieloznaczności niektórych terminów. To przywodzi na myśl przysłowie „kto oszczędza, ten płaci dwa razy” – pozornie otrzymujemy tłumaczenie, jednak otrzymany tekst może być pozbawiony sensu i prowadzić do katastrofalnych pomyłek.

A może biuro tłumaczeń?

W takim razie może jednak warto zlecić nasz tekst tłumaczowi „z krwi i kości”, który nasz tekst zrozumie, i uniknie błędów popełnianych przez elektronicznego translatora? Opcja ta ma zdecydowanie wiele mocnych stron. Dobre biuro tłumaczeń (np. Translavox ze Szczecina) może zagwarantować wysoką jakość, pełną poufność przekazywanych informacji, a także szybką realizację zlecenia. Niektóre biura tłumaczeń korzystają z tłumaczeń maszynowych, jednak cała przełożona przez program treść jest korygowana przez tłumacza w procesie zwanym post-editingiem. Takie działania stosowane są jednak tylko wtedy, gdy otrzymany w procesie tłumaczenia maszynowego tekst jest zadowalającej jakości i jego poprawianie nie okaże się dłuższe od tłumaczenia od początku do końca przez człowieka.

Tłumaczenia maszynowe zagościły na dobre w naszym świecie i pozwalają tłumaczyć proste treści na wiele języków jednocześnie – z lepszym lub gorszym skutkiem. Mimo to prawdziwy przekład będzie wciąż wymagał profesjonalnych tłumaczy, którzy gwarantują jakość, bezpieczeństwo i przede wszystkim właściwy sens tłumaczonego tekstu.

Wpisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Strona korzysta z plików cookies, aby lepiej spełniać Państwa oczekiwania. Dowiedz się więcej.
Akceptuję
x